Archiwum autora: Jacek Kozicki

trener_24h

Trener 24h

Początkowo mała paczka znajomych, przygotowująca się do płaskich biegów ulicznych. Z biegiem czasu grupa rozrosła się do niemal 100 osób, chętnych do stałego doskonalenia się, stawiania czoła kolejnym wyzwaniom i łamania swoich wewnętrznych barier na wspólnych treningach i kolejnych biegach przeszkodowych i terenowych.

Grupa stworzona i skupiona wokół trenera Marcina Domańskiego, na co dzień prowadzącego zajęcia treningu funkcjonalnego oraz fizjoterapeuty reprezentacji Polski w rugby 7-osobowym. Marcin to także właściciel gabinetu fizjoterapeutycznego Stepmed. W przeszłości pracował między innymi w Szkole Mistrzostwa Sportowego i przygotowywał kaskaderów oraz aktorów do ról filmowych.

Jako trener jest wymagający i bezkompromisowy, dlatego doskonale potrafi zmotywować do intensywnej pracy podczas zabiegów i treningów w gabinecie, klubie czy w terenie.
Nieustannie odkrywa i wprowadza nowe metody ćwiczeń. Wykorzystuje gumy, taśmy, worki, wolne ciężary, opony, liny, sanki, oporniki oraz inne przyrządy niekoniecznie kojarzone z siłownią.

Autor specjalistycznego treningu funkcjonalnego, gdzie wszystkie ćwiczenia nawiązują do najczęściej wykonywanych ruchów poza salą treningową i mogą być wykonywane na co dzień.

Zapraszamy na nasze zajęcia, jeśli lubisz niestandardowe metody treningowe, niemal rodzinną atmosferę i „szorstkie” motywowanie. U nas ukształtujesz charakter – w tej ekipie nikt nigdy się nie poddał!

Miejsce i czas treningów:
Każda niedzielny poranek na terenie warszawskiej AWF, niezależnie od pory roku i pogody. Ponadto, w tygodniu zajęcia z Trenerem w klubie Crosshouse.

Sukcesy:
Bieg Katorżnika 2016 – start 40-osobowej ekipy – całe podium drużyn kobiecych

• Bieg Katorżnika 2015 – start 18-osobowej ekipy

• Pogrom Wichra 2016

• Pogrom Wichra 2015

• Spartan Race Beast Krynica 2016

• Runmageddon we wszystkich formułach – kilkukrotnie top 10 w klasyfikacji kobiet

trener 24h 02

trener 24h 01

Lokalizacja: Warszawa
14203415_1078697668866342_906510716_o

Wywiad z Tomaszem Danielkiewiczem

Prezentujemy nietypowy wywiad z objawieniem sezonu 2016 biegów przeszkodowych w Polsce – Tomaszem Danielkiewiczem. A wszystko zaczęło się nie tak dawno, bo w maju tego roku…

… 23.05.2016

Biegi Przeszkodowe Gratuluję wygranej na Survival Race.

Tomasz Danielkiewicz – Dziękuję.

BP Nie wiem czy wcześniej startowałeś w tego typu biegach?

TD – Nie, to mój pierwszy start. Jestem dobrym góralem i crossy generalnie wygrywam. Ale bardziej zależy mi na triathlonie. Za rok IronMan w Barcelonie…

BP – Spróbuj Spartan Race, Runmageddon, start w falach Elite. Widzę w Tobie potencjał, więc w zasadzie chcę Cię zachęcić żebyś spróbował na poważnie.

TD Myślisz, że mam szanse?

BP Nie mam pojęcia, chciałbym tylko, żebyś wiedział że coś takiego jest. Być może Cię to wciągnie, a może nie.

14203415_1078697668866342_906510716_o

 …

Po kilku przesłanych filmikach, przybliżeniu zasad dyscypliny Tomasz powiedział w końcu:

TDFajne te biegi, powiem Ci szczerze że się trochę zajarałem, byłem mocno przeciwny, bo kontuzja, bo dużo kosztuje…

14339337_1078702185532557_1823679810_o

 …

… I tak jesteśmy w sierpniu…

BP – Kiedy, po raz pierwszy rozmawialiśmy, byłeś świeżo po swoim zwycięstwie we wrocławskiej edycji Survival Race. Od tamtego czasu chyba wiele się zmieniło?

TD Tak. To prawda. Runmageddon to czwarty bieg tego typu w którym brałem udział. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czuję się dobrze i świetnie się bawię.

BP – Trzy miesiące temu o biegach przeszkodowych wiedziałeś niewiele. Od tego czasu biegałeś Survival Race, Spartan Race i Runmageddon. Gdzie musiałeś zapłacić największe „frycowe”? Który bieg Cię zaskoczył i czym?

TD – Wiedziałem tyle ile zdołałem dowiedzieć się od znajomych. Namawiali mnie już 2 lata temu abym spróbował. Póki co uczę się jak szybko pokonywać przeszkody, na każdym biegu wygląda to inaczej. Największe frycowe zapłaciłem na Spartan Race w Krynicy. Trasa długa i sporo podbiegów. Nie miałem ze sobą bukłaka więc liczyłem na uczestników na trasie których wyprzedzałem. Kolejna sprawa miałem kiepskie skarpetki co spowodowało na stromych zbiegach w mokrym bucie obtarcie pięty a w konsekwencji odparzeniem skóry. W pierwszym biegu z przeszkodami we Wrocławiu spadłem z rekina i obiłem żebra. Bolało przez 1,5 miesiąca. Poza tym wszystko w porządku. Nie jestem zaskoczony, traktuję każdy start jako dobry trening. Nie jestem zmęczony po zawodach i mam apetyt na więcej.

14340081_1078710138865095_1718546637_o

BP – Jakimi życiówkami możesz pochwalić się na płaskich dystansach? Jakie masz sportowe sukcesy?

TD – Biegam już trochę czasu i mam na swoim koncie wiele startów. Moje najlepsze wyniki do tej pory to maraton w 3.03.14 we Wrocławiu. Półmaraton Nocny Wrocław 1.20.20. 10 km w Biegu akademickim w tym roku pokonałem w 35.05 i 5 km w Grębocicach 16.51. Wszystkie moje wyniki można sprawdzić na stronie enduhub wpisując moje imię i nazwisko. Poza tym mam na koncie wbieg na wieżę ratuszową w Głogowie gdzie wygrałem oraz wbiegałem dwukrotnie na Sky Tower zajmując 12 miejsce w niespełna 6 min. Startowałem również w Triathlonie 1/4 IM i ukończyłem go z czasem 2.30.

BP – Pewnie zaobserwowałeś już co masz do poprawy oraz jakie umiejętności musisz doskonalić. Czy pod biegi przeszkodowe zmieniasz swoje treningi?

TD – Bieganie przeszkodowe to nie tylko same bieganie, ale również umiejętność szybkiego i sprawnego pokonywania przeszkód. Zaangażowane jest w to całe ciało, a co za tym idzie potrzebne są mocne i sprawne ręce. Zdecydowanie na biegach płaskich moja dotychczasowa postura w zupełności pozwalała mi na osiąganie sukcesów. W biegach typu Runmageddon gdzie przeszkody oddalone są od siebie co kilkaset metrów siła to podstawa. Stricte przygotowuję górne partie ciała pod pokonywanie tych przeszkód. Także więcej czasu spędzam na siłowni. Robię również jedno dłuższe wybieganie pod górę i po lesie wbiegając na Ślęże oddaloną o 40 km od Wrocławia, ok 24 km wychodzi cała trasa, wbiegam i zbiegam z góry.

14340022_1078710255531750_1226116497_o

…A we wrześniu:

BP – Wygrałeś Pogrom Wichra i Runmageddon w Gdyni. Kolejne gratulacje, rozpędzasz się i nabierasz wprawy. Czy masz imprezę docelową w tym sezonie?

TD – Lecę na Mistrzostwa Świata OCR do Kanady.

BP – Twoja kariera rozwija się niezwykle szybko. Czy czujesz się tak samo mocny jak na początku swojej przygody z biegami przeszkodowymi? Czy mocniejszy? Teraz jesteś bardziej świadomy umiejętności jakie trzeba posiadać.

TD – Z tygodnia na tydzień nabieram więcej wiedzy na ten temat, a także treningi układam stricte pod biegi przeszkodowe. Tak jak wcześniej wspomniałeś brałem udział w różnych imprezach o różnorodnym profilu trasy i poziomie trudności. Wiem co może mnie czekać choć jeszcze długa droga do sukcesu.

BP – Występujesz w drużynie xRunners, zakładam, że jest to dla Ciebie dodatkowa motywacja. Czy macie jakieś plany jako drużyna?

TD – Tak, xRunners TEAM to drużyna o ogromnych możliwościach. Oczywiście mamy wiele planów m.in. być zawsze w czołówce. Naszym celem jest przede wszystkim dobra zabawa na każdych zawodach, zdrowa rywalizacja i sprawdzanie samego siebie.

14383535_1078697708866338_816525499_n

BP – Czy da się porównać zespołowość występującą w biegach przeszkodowych do tych w biegach płaskich? Wydaje się, że klasyfikacje najszybszej drużyny, największej drużyny to strzał w dziesiątkę promujący starty zespołowe.

TDTak, starty zespołowe to strzał w dziesiątkę. Wzajemna pomoc i obgadywanie taktyki pokonywanych przeszkód. Oczywiście nie da się porównać zespołowość występującą w biegach przeszkodowych do tych w biegach płaskich. To zupełnie inna dyscyplina.

BP – Życzę wobec tego dalszych sukcesów, najlepiej na arenie międzynarodowej. Piąte miejsce w Spartan Race Ultra Beast w Vechec jest potwierdzeniem Twoich wysokich aspiracji. Powodzenia zatem na MŚ OCR w Kanadzie. Godnie reprezentuj Polskę.

TD Dziękuję

14285550_1078698368866272_697424845_o

Dotychczasowe wyniki Tomasza Danielkiewicza w biegach przeszkodowych:

Survival Race Wrocław – 1 miejsce

Pogrom Wichra Oleśnica – 1 miejsce

Runmageddon Classic Gdynia – 1 miejsce

Runmageddon Rekrut Wrocław – 2 miejsce

Barbarian Race Tychy – 3 miejsce

Survival Race Warszawa – 3 miejsce

Spartan Race Krynica – 5 miejsce [open]

Spartan Race Ultra Vechec – 5 miejsce [elite]

runmageddon-classic-myslenice-01

Wpis #11 📨 Runmageddon Classic wreszcie zdobyty!

Za drugim podejściem udało mi się ukończyć bieg w tej formule i od razu wleciałam na drugi stopień podium J. Ponad 14km, woda, błoto, zasieki, podbiegi, „ta jedyna”, ja, pokemony i … i właśnie nic więcej, bo skończyłam wyścig z piękną liczbą 0 burpees na koncie.
Nie powiem, ale do tego biegu przygotowywałam się bardzo sumiennie, tzn. codziennie sprawdzałam prognozę pogody, jaka będzie w dniu wyścigu. W zasadzie nie wiem, co miałoby to zmienić, bo pobiegłabym i tak. No, ale trafiła się akurat optymalna temperatura do biegania, zamaczania w rzece i brodzenia w błotku. Miałam okazje wypróbować nowe biegowe ubrania z Reebok’a, które spisały się na medal! Największemu zmarzluchowi świata wreszcie nie było zimno! (I wcale nie byłam poubierana w siedemnaście warstw ubrania).

runmageddon-classic-myslenice-01

Stanęłam na starcie i od razu dostaliśmy wszyscy przepiękny prezent w postaci drewnianej belki, z którą należało pokonać rundkę i odłożyć na miejsce. Zanim jednak wyścig się rozpoczął organizatorzy wprowadzili wszystkich w magiczną jak dla mnie atmosferę, którą oddają idealnie zdjęcia z linii startu. Wszędzie gęste połacie dymu i starter, który bieg rozpoczął od strzału ze strzelby, by wypuścić wszystkie „konie po betonie” na trasę (w zasadzie betonu nie było i koni też nie, choć kilka „Koniuchów” na starcie się znalazło).

runmageddon-classic-myslenice-02

Pierwsza część biegu była dość wąska, tam też znacznie uciekła mi Gosia i była pierwszą dziewczyną przemierzającą trasę, ja biegłam cały czas na drugim miejscu, czując jednak na plecach oddech dwóch kolejnych dziewczyn. Niezłą zadyszkę udało mi się załapać już w początkowej części trasy, na torze motocrossowym gdzie, co kilka metrów były do pokonania wymagające przeszkody m.in. szpule, wysoka rampa, góreczki. W zasadzie to mało pamiętam z tej części wyścigu, bo wciąż myślałam, „kiedy będzie wreszcie ta jedyna?” ( TA JEDYNA – lina rozwieszona przez całą długość rzeki Raby, którą należało pokonać bez wpadnięcia do wody). Nie wiedziałam w sumie jak mam ją przejść, nie chodziło wcale o to,że bałam się wpaść do wody czy robić burpees. Chciałam po prostu pokazać sama sobie, że jestem mocna i że dam radę i dałam! Choć ręce, a najbardziej przedramiona, piekły z bólu niemiłosiernie na ostatnich metrach, to pokonałam bezbłędnie, niewątpliwie najtrudniejszą przeszkodę na trasie (choć czytałam jak inni potrafili narzekać np. na pokemony…). Szczerze powiem, że przeszkody na trasie były co rusz, nie dało się nudzić, ponarzekać czy porozmyślać nad swoim życiem, bo co chwila coś wyłaniało się zza horyzontu do przejścia, przeniesienia czy wspięcia się. Drugą część trasy – część górską rozpoczął mały podbieg, by zaraz ześlizgnąć się w dół do bajorka. Wpadła we mnie na samym końcu zawodniczka, chwilę pomarudziłam i ruszyłam dalej na jeden wielki podbieg na szczyt. Cały czas widziałam za plecami dziewczyny biegnące na 3 i 4 miejscu. Miałam motywację.

runmageddon-classic-myslenice-04

Po kilku kolejnych przeszkodach i kilku męczących metrach dotarłyśmy na szczyt. Konkurentki były chwilę za mną, więc pierwsza ruszyłam na rundę z obciążeniem, by natrafić na wolontariuszy z magicznymi tabliczkami (dzień wcześniej uczyłam się słów po śląsku, by bezbłędnie pokonać tę przeszkodę, nauczona doświadczeniami z majowego Runmageddon’u w Myślenicach), a tu na tabliczkach obrazki pokemonów – moja miłość z dzieciństwa! Zgadłam i pobiegłam uradowana w dół, a inni biegali karną rundę (a wystarczyło kilka lat temu usiąść przed tv i razem wyruszyć na podbój kreskówkowego świata stworków). Następnie trasa szybciutko poprowadziła mnie w rejon płaski, zbiegi odbywały się przeważnie górskim strumieniem idącym w parze ze śliskimi kamieniami i wodą.

runmageddon-classic-myslenice-03

Na dole jeszcze przed wbiegnięciem w rejon mety, organizatorzy zapewnili nie lada atrakcje. M.in. wspięcie się po drewnianej belce po sznurkach (udało się wręcz śpiewająco), kontener z lodem (udało się, choć z małym tylko grymasem na twarzy) i nagle przyszło mi strzelać do celu z paintball’owego pistoletu. Ku zaskoczeniu Pana wolontariusza trafiłam za pierwszym razem i udało mi się dogonić prowadzącą zawodniczkę. Zdziwiłam się bardzo, kiedy „dorwałam” ją na zasiekach umiejscowionych w wodzie. Niestety później przez moje głupawe błędy uciekła mi znów i zajęłam drugą lokatę. (Jak sierota pokonałam przedostatnią sztuczną przeszkodę „Indiana Jones” czyli skok z liny do wody).

runmageddon-classic-myslenice-05

Satysfakcji i radości na mecie było u mnie jednak co nie miara. Nie zmarzłam, moje nowe ubrania się sprawdziły super, zdobyłam nowe blizny do kolekcji, dostałam wreszcie medal za ukończenie Classica, mój support (Wujek Jarek i Kuzyn Wojtek – pozdrawiam gorąco) zrobili mi dużo fajnych zdjęć.

runmageddon-classic-myslenice-06

Mogłabym zakończyć sezon, odpocząć, przestać tak dużo i ciężko trenować… ale po co?

Kocham to co robię, nie wyobrażam sobie bez tego życia, no i jeszcze wiele świetnych biegów przede mną!

Spartan Race Valcianska Dolina 03

Wpis #10 📨 Spartan Race VALČIANSKA DOLINA SUPER SLOVAKIA – bieg prawie idealny.

Dałam z siebie 110%, byłam świetnie przygotowana, mój ulubiony górski i wymagający teren, musiałam robić tylko 30 burpees, dobiegłam jako pierwsza kobieta i … parę dni później dostałam maila, że zostałam zdyskwalifikowana.

Spartan Race Valcianska Dolina 01

Pogoda w dniu biegu przecudowna. Mgła, niska temperatura (jakieś 12-14 stopni), ale nie odstraszyło to ludzi, których na biegu była masa. Wiedziałam, że już na początku, po pierwszym mocnym podbiegu i stromym zbiegu, przyjdzie nam przeprawić się przez jezioro. Nie wiedziałam jak długa tym razem będzie trasa biegu i zdecydowałam, że po wyjściu z akwenu przebiorę mokre termo na suche i tak też zrobiłam…

Spartan Race Valcianska Dolina 02

Trasa wyścigu obfitowała w podbiegi, na których za każdym razem jedna z najlepszych Czeskich biegaczek, Lenka Vejdělková, uciekała mi, a ja za to goniłam ją na zbiegach i płaskim (nie było za wiele płaskiego biegania) terenie. Kiedy „dorwałam” ją na zbiegu, po jednej z przeszkód, gdzie trzeba było zrobić rundkę z wypełnionym kamykami wiadrem, zadała mi pytanie, czy aby na pewno byłam na tamtej przeszkodzie, zaskoczona, że ją doścignęłam…

Po którymś tam z kolei podbiegu, na szczycie, czekał rzut oszczepem i muszę Wam powiedzieć, że po moich chyba już ośmiu wyścigach bez trafienia w Spartana, wreszcie udało mi się trafić! No udało się trafić, tyle że w drewnianą ramę, na której stała tarcza, więc i tak udałam się do kącika z burpees’amiJ.

Zbiegi, podbiegi i tak w kółko. Na pewno nie było nudno. W pewnym momencie  z Lenką i dwoma Panami nadrobiliśmy kawałek trasy, ale w sumie nic to nie zmieniło, bo za nami długo nikt nie biegł. Później, organizatorzy zapewnili niektórym mnóstwo burpees’owych atrakcji. Dwie przeszkody weryfikujące umiejętność utrzymania równowagi były praktycznie w odstępie 300m od siebie. Na pierwszy ogień „wyrosła” przede mną równoważnia, którą zobaczyłam tuż po wybiegnięciu z krzaków na asfaltowej drodze. Moim oczom ukazała się także dziewczyna, która prowadziła. No prowadziła jednak do tego momentu, bo spadła i poszła wykonywać karę, a mi udało się śmignąć i przez tą przeszkodę oraz przez późniejsze do pokonania kołki.

Spartan Race Valcianska Dolina 03

Multiring tym razem nie był ustawiony pod koniec wyścigu, choć był już w rejonie, gdzie widać było upragniony FINISH. Pokonałam złożoną z pochyłej rurki, sznurków i kółek przeszkodę i pobiegłam pobrudzić się trochę pod zasiekami. Czułam cały czas na plecach oddech Lenki, ale nie dawałam za wygraną (motywowała mnie i dawała mocy chęć bycia lepszą od niej J ) . Na szczycie ostatniego, najbardziej morderczego podbiegu przywitał mnie multiring i zaraz po nim weryfikacja „Memory Test”. Obyło się bez żadnych potknięć i podążyłam w kierunku mety, jak sarenka biegnąc przez las, który prowadził w dół do mety. Jeszcze tylko musiałam zamoczyć się dwukrotnie nurkując pod ściankami w wodzie, wspiąć się na linę, przejść ściankę i siatkę i już zameldować się na linii końcowej. Nie dobiegłam jakoś super zmęczona, choć bieg liczył ponad 17km. Dobiegłam pierwsza, jakieś 2 min przed drugą zawodniczką. Bieg wydał mi się łatwy, chyba po Spartanie w Koutach już żaden mnie bardziej nie wymęczy i nie zakwasi J.

Spartan Race Valcianska Dolina 04

Byłam szczęśliwa, dumna, że pokonałam tak wysokiej klasy rywalkę, ale do czasu…

Kilka dni później dostałam maila, z załączonymi wycinkami ze Spartańskiego regulaminu i moimi zdjęciami, w różnych koszulkach. Zostałam zdyskwalifikowana za zmianę ubrania i tym samym z uzyskania pomocy od osób postronnych. Organizatorzy mieli rację, ja nie wiedziałam o takich regulacjach, ale fakt ten mnie ogromnie zdemotywował. Był to bieg idealny, bo na koncie miałam zaledwie 30 burpees, stąd wielki smutek, żal i rozgoryczenie wkradło się we mnie. Jak to mówią, było minęło, a ja wyciągnęłam kolejną lekcje.

Spartan Race Andora 05

Wpis #09 📨 Rozbiegany Weekend od Wrocławia do Andory.

Czy można w jeden weekend wystartować na dwóch różnych zawodach, w różnych krajach i na dodatek dwa razy stanąć na podium? – Można! J Napiszę, specjalnie dla Was, kilka słów na temat sobotniego Runmageddon’u we Wrocławiu i niedzielnego Spartan Race Super w Andorze!

W Runmageddon’ie miałam nie startować, bo wcześniej zorganizowałam sobie wakacje, wykupiłam loty i zapisałam się na Spartan Race Super w Andorze. Jednak wygrałam w konkursie Zabiegani.TV 2 vouchery na Rekruta we Wrocławiu (konkurs polegał na odpowiedzeniu na pytanie w stylu: „Jeśli wygrałbyś 2 vouchery to kogo zabrałabyś ze sobą na bieg?”) i zabrałam mamę. Debiutantka w tego typu biegach, tato, wujek, kuzyn i jeszcze kilka zakręconych osób pod nazwą „crazy family” również stanęło na starcie biegu o godzinie 10.00 (niektórzy również zjedli takie samo śniadanie – rytuał – jak u mnie, więc musiała być moc). Ja poleciałam w Elicie godzinę wcześniej. Start biegu na torze konnym w gorącym Wrocławiu i od razu po przyjeździe na miejsce, pierwsze miłe zaskoczenie. Najbogatszy pakiet startowy jaki widziałam na zawodach! Szacuneczek dla Organizatorów! 🙂

Runmageddon Wrocław

Już na linię startową trzeba było ze sobą zabrać „przyjaciela” – worek wypełniony piaskiem. Stanęłam tuż za Grześkiem w boxie i ruszyły konie (Akurat nie po betonie, tylko po piasku J). Rundka z workiem, kilka skoków przez snopki i rozpoczął się niezły rajd w dżungli (no dobra, cross po pagórkach wśród zarośli). Do przeniesienia oponki, do pokonania płoty. Bieg w niezwykle szybkim tempie już od początku, więc złapałam małą zadyszkę i już na początku jedna z dziewczyn przemknęła mi obok ramienia i tyle ją widziałam do końca biegu. Tę część trasy biegłam jako trzecia dziewczyna. Po niemałym dystansie, w wyżej wymienionej scenerii, trafiłam na główną arenę toru wyścigów konnych. Tam czekały na mnie wysokie płoty, ścianki postawione bokiem, rowy z wodą, opony do pokonania, no nie dało się nudzić. Straciłam w tym momencie 3 pozycję na rzecz Gosi i biegłam na 4 miejscu. Widziałam cały czas dziewczyny i miałam nadzieję, że jeszcze zdołam wskoczyć na podium. Następnie kilka nowości czekało na trasie, najpierw quiz z pytaniami, później rzut podkową i przeszkoda, która skradła moje serce! Indiana Jones – skok z liny do wody – coś niesamowitego! (Może jakby było zimno, to ta przeszkoda zyskałaby miano najgorszej na świecie, jednak przy tak cudnej pogodzie, była cudownym przeżyciem!). Pokonałam rurę strażacką ze zwisającymi sznurkami i walczyłam od tego momentu o miejsce na podium (tylko które?). Kontener z wodą (i lodem – znów chwała za tę gorącą pogodę), zasieki, ogień, żywa przeszkoda i meta! Udało mi się stanąć na 2 stopniu podium. Dzięki wielkie wszystkim panom którzy pomogli przy pokonywaniu tych niesamowicie wysokich płotów. Podpisuje się pod tym, że na Runmageddon’ie nie można się nudzić. Mnóstwo przeszkód, mało biegu, ekstra atmosfera no i fajne nagrody 🙂

Spartan Race Andora 02

Kiedy moja ekipa z fali o godzinie 10 dotarła brudna, zmęczona i szczęśliwa na metę zebraliśmy się w podróż powrotną do domu, bo kilka godzin później miałam lot z Warszawy do Barcelony. Do małego górskiego kraju, który skradł mi serce – Andory, dotarłam koło 4.00 w nocy, małe spanie i o 10.00 start :).

Spartan Race Andora 03

Spartan Race Super w Andorze był chyba najpiękniejszym Spartanem w jakim przyszło mi brać udział. Strefa zawodów otoczona była wysokimi Pirenejskimi górskimi szczytami. Ski Station Grandvalira znajduje się 2120 metrów n.p.m.! (Więc zdecydowanie były to zawody na wysokim poziomie :).

Spartan Race Andora 08

Na starcie Elity zarówno kobiety jak i mężczyźni i od razu na dzień dobry dostałam kilometrowy (niemały) podbieg (stokiem narciarskim) oraz przeszkodę, gdzie musiałam wykonać rundę góra – dół z ciężarem – „pankejkiem”. Następnie znów po podbiegu kilka ścianek, a po zbiegu usypane górki i doły z błotem i tyle nas kibice widzieli… Mordercze stoki narciarskie dawały w kość (znaczy się paliły mięśnie z każdym kolejnym krokiem). Nawet nie zdążyłam się ani przez chwilę zastanowić, kiedy będzie kolejna przeszkoda, bo było ich całkiem sporo. Bieganie po kamieniach i w strumieniu z drewnianą belą na plecach, zbiegi po kamienistym terenie, brodzenie w wodzie było naprawdę dla mnie świetną zabawą. Mijałam w sumie tylko facetów, bo już na pierwszym podbiegu zgubiłam rywalki i nie mogę zaprzeczyć, że mi się to podobało. Zbiegłam w okolice strefy rozpoczęcia zawodów i załapałam się tam na 30 burpees (znów pokonana przez oszczep), po tym przyszedł czas na kolejny morderczy podbieg, ścianki i przeszkodę mentalną (Do zapamiętania było słowo oraz 7 cyfr – GOLF 615 4635) i dalej podbieg… Kolejny raz obok strefy festiwalowej zameldowałam się na przeszkodzie kolejno zawieszonych po sobie lin, które należało pokonać bez dotykania ziemi i uderzyć w dzwonek. Ha! Nie było burpees, bo ładnie jak małpka przeszłam wszystkie 5 lin i zadzwoniłam. Po kilku metrach biegu trzeba było wejść na linę i znów dać o tym znać dzwonkiem oraz wciągnąć ciężar do góry. Po takiej kompilacji przeszkód następujących po sobie ścianka wspinaczkowa do obejścia i znów kierunek górskie szczyty, co by nogi nie zdążyły czasem odpocząć. Załapałam się na karę jeszcze na równoważni i multiring’u. Widoki były nieziemskie i przyznam się, że raz czy dwa specjalnie się zatrzymałam, żeby pooglądać świat dookoła J. Następnie spora część trasy górskim strumieniem wśród kamieni i drzew oraz najbardziej stromy podbieg (oczywiście w jego połowie, kiedy myślałam o tym, by po prostu usiąść już sobie i odpocząć) i weryfikacji zapamiętanej sekwencji z przeszkody mentalnej. Na dobicie jeszcze raz rundka z podbiegami z „pankejkiem”, później kilka ścianek i wreszcie w dół. Byłam szczęśliwa, bo okazało się, że już w kierunku mety (a kolejnych zawodniczek za mną nie widziałam – kamień z serca!). Myślałam, że będzie to pierwszy bieg, kiedy czysta pokonam linię kończącą wyścig, jednak nie mogło być o tym mowy. Gleba i jakieś 100m zasieków w błotku, następnie wysoki płot i przeszkoda z ogniem. Metę pokonałam jako pierwsza kobieta i na drugą dziewczynę czekałam aż 17 minut! Ogółem w klasyfikacji z mężczyznami byłam 17, więc mogę uznać to za swój wielki sukces.

Spartan Race Andora 05

Po nieudanych Mistrzostwach Europy taki weekend podbudował mnie ogromnie!

Spartan Race Andora 01

Spartan Race Edynburg 01

Wpis #08 📨 – Mistrzostwa Europy Spartan Race – Edynburg.

Wiele wyrzeczeń, godziny ciężkich treningów, litry wylanego potu, tony odmówionej sobie czekolady, a wszystko po to, by wypaść jak najlepiej w Mistrzostwach Europy Spartan Race w Edynburgu.

Spartan Race Edynburg 02

Niestety, nie udało mi się osiągnąć tego co chciałam, jednak nie przez brak formy, a przez moją największą słabość – „uczulenie” na zimno.

Pokonałam ponad 20 km trasę, najeżoną ponad 40 przeszkodami, przebiegającą w towarzystwie niesamowitych widoków, przez wymagające pagórki, owcze pastwiska i zbiorniki wodne…

Zebrałam cenne doświadczenie, poznałam swoje słabości, wiem co należy poprawić. Może zabrakło umiejętności, szczęścia, albo może wciąż za dużo we mnie ułańskiej fantazji J

Spartan Race Edynburg 03

Bieg odbywał się w niedzielę, ale na miejsce startu z Małgosią i Rafałem przyjechaliśmy w sobotę. Arena rozgrywania zawodów robiła wrażenie, a uczestników witała jedna z przeszkód na której umieszczone były flagi wszystkich występujących narodowości i wielki szyld z napisem „WELCOME”. Widoki zapierały dech w piersiach, a wszystko kojarzyło mi się z „Hobbitem”. Małe domki, pastwiska na wzniesieniach, niesamowicie urokliwe miejsce. Jeszcze raz napiszę, a w sumie mogę powtarzać to w kółko do znudzenia, KOCHAM atmosferę Spartan’ów! Wszędzie znajome twarze, witające mnie z uśmiechem. Znasz tych ludzi tylko z jednych czy z paru zawodów, a to jacy są uprzejmi i przyjaźni, przechodzi ludzkie wyobrażenie! Buziaki na dzień dobry, rozmowy czy to z Węgrami, Francuzami, Słowakami, Niemcami czy Czechami i człowiek czuje się jak w domu. Sobota upłynęła bardzo szybko i trzeba było iść spać – bieg bowiem rozpoczynał się w niedzielę o 7:30 lokalnego czasu.

Spartan Race Edynburg 04

Wstałam i dwie godziny przed startem zjadłam obowiązkowo śniadanko – bułka z dżemem truskawkowym. Ubrałam się w startowe ciuchy i ruszyliśmy autem w 20 minutową podróż na arenę „Spartan Race European Championships”. Swoją drogą podróż samochodem za każdym razem była dla nas niezłym wyzwaniem (kto to widział jeździć na rondzie pod prąd…). Odebrałam swój pakiet startowy, rozgrzewka i kierunek linia startowa. W pierwszym rzędzie z uśmiechem na twarzy stałam u boku niesamowitych biegaczek, koleżanek, rywalek. Wyprowadzili nas na trasę dwaj Szkoci grający na dudach i zaczęło się…

Spartan Race Edynburg 05

Trasa od początku biegła to pod górę to w dół. W głowie rodziła mi się tylko jedna myśl, by nie zgubić czołówki i „siedzieć” najlepszym na plecach (No, niektórych zawodniczek to już tylko plecy widziałam…). Co jakiś czas na trasie były płotki, aby pokonać ogrodzenia między pastwiskami owiec. Śmiesznie było biec i dodatkowo musieć omijać owcze bobki. Organizatorzy zadbali oto, by nie tylko nogi uczestników dostały w kość, ale także i ręce. Nosić trzeba było na różnych częściach trasy m.in. drewniane belki (ze dwa razy nawet), (cholernie!) ciężkie wiadro, które trzeba było samemu wypełnić kamyczkami do określonej wysokości i przejść z nim niezłą rundkę przez wzniesienia i zagajniki (jeśli ktoś ukończył pętlę i miał kamyczków w wiadrze poniżej określonej wysokości zobowiązany był do wykonania jeszcze jednego kółka – a już jedno było zabójcze!), do przenoszenia były jeszcze dwie drewniane bele, które trzymało się za sznurki i wykonywało „spacer farmera” pod górę, zasieki i w dół. Niektóre ciężary, kobiety miały tożsame do mężczyzn. Pogoda perfekcyjna nie była. Było zimno, wiał wiatr na nieosłoniętych niczym częściach trasy i padał deszcz. Przeszkody były mokre, więc poległam m.in. na multiringu, monkey bar’ze. Zresztą burpees robiłam jeszcze kilka razy i skończyłam wyścig z piękną sumą 150 burpees na koncie (Jeden z węgierskich znajomych mianował mnie po biegu  „Burpees Princess” J ). Kiedy przyszło mi biec po wzgórzach w tak niesprzyjającej aurze, przemarzłam na śmierć. Marzyłam tylko o ciepłym ubraniu, albo o najbliżej napotkanej karetce, którą mogłabym wrócić na miejsce startu. Miałam mózg i logiczne myślenie zaćmione przemarznięciem. Kiedy byłam na szczycie jednego ze wzgórz, (po moich już 60 karnych, ukochanych burpees) ujrzałam zbiornik wodny… Dobiegłam i spełniły się moje najgorsze sny – pływanie w zimnej wodzie, kiedy już zamarznięta byłam przed tym. Stałam jak słup w wodzie po kolana i nie chciałam wykonać kolejnych kroków do przodu (było mi tak niemiłosiernie zimno – blokada życia…). Straciłam mnóstwo czasu, rywalki, które były  przede mną – uciekły mi, te za mną – dogoniły, a ja – stałam dalej… Zbawieniem okazał się wolontariusz. Wskoczył z drugiego brzegu do wody, podpłynął do mnie, zmotywował do walki i przy moim boku, pokonał ze mną tę przeszkodę! Po wyjściu dał mi swoją kurtkę, bym czasem nie chciała zejść z trasy (a chyba milion razy właśnie to chciałam zrobić). Po tym od razu rzut oszczepem, odległość do słomianego spartana była tak śmiesznie bliska, ale przemarznięta nie trafiłam… (kolejne 30 burpees kłania się). Następnie znów napływ złych emocji, złości i rozpaczy – kolejny raz woda. Straciłam w tym rejonie z 20 min, właściwie stojąc i nie robiąc nic. Udało mi się na szczęście (po długim czasie) podołać tej części trasy i ruszyłam dalej. Kiedy jest się wyziębionym i bezsilnym kilometry wyświetlane na Garminie upływają tak wolno… Resztę wyścigu pokonywałam w towarzystwie Gosi, która mnie dogoniła. No w sumie to tylko do pewnego momentu biegłyśmy razem, bo znów załapałam potknięcie na śliskiej równoważni i już w sumie z uśmiechem na twarzy podążyłam do kącika kar. Ostatnie trzy przeszkody przeszłam jak burza (może dlatego, że chciałam tak bardzo przeskoczyć przez ogień, dostać medal i przebrać się w coś ciepłego). Na koniec było wspięcie się na linę, później ścianka wspinaczkowa, którą trzeba było obejść i kilka wysokich do pokonania ścian. Przeskoczyłam upragniony ogień i zdobyłam swój ostatni medal do Spartańskiej Trifecty.

Spartan Race Edynburg 06

Bieg ukończyłam i śmiało mogę powiedzieć, że wygrałam tym sama ze sobą. Pokonałam swoją niemoc i jestem z tego dumna. Czas mogłam mieć dużo lepszy. Mimo tych 150 burpees zajęłam 17 miejsce, nie tego oczekiwałam, ale jak dobiegłam do mety, to ucieszyło mnie właśnie samo ukończenie wyścigu. Wielkie gratulacje dla najlepszych w Europie! Organizacja zawodów na 6! Na każdym kroku czuć było ogromny profesjonalizm. Dużo punktów z wodą na trasie i niezliczoną ilością żelów energetycznych dla zawodników.

Spartan Race Edynburg 01

Nie zwalniam tempa, nie kończę sezonu. Wiem, że jakiś poziom formy mam, ciężko pracowałam i będę pracowała dalej. Przyłożę się do tych rzeczy, które u mnie „leżą” i zobaczymy jak to będzie dalej.

Przede mną biegowy weekend. W sobotę startuję w Runmageddon’ie we Wrocławiu i w ten sam dzień jadę do Warszawy na samolot. Obieram kierunek Barcelona, wsiadam tam w autko i udaję się na Spartan Race Super w ANDORZE! Startuję w niedzielę o godzinie 10.00. Niesamowite miejsce rozgrywania zawodów, bo Pireneje i ponad 2100 m n.p.m. Trzymajcie kciuki! (Ponoć ma być dobra pogoda J ).

Dziękuję bardzo moim JEDYNYM (Najukochańszym <3) sponsorom – moim rodzicom ! Wspomogli mnie finansowo i przyczynili się do spełnienia marzenia – występu na MISTRZOSTWACH EUROPY! Nie jest to bowiem tanie hobby. Koszty transportu czy zakwaterowania to nie są małe pieniądze, ale póki mam oszczędności będę jeździła i spełniała marzenia!

Dziękuję również SPARTAN RACE POLAND za zapewnienie startu w tych zawodach oraz za piękne koszulki, w których mogliśmy reprezentować nasz kraj na międzynarodowej arenie.

Spartan Race Koszyce 07

Wpis #07 📨 – Spartan Race Sprint Koszyce – druga połówka medalu.

Z uwagi na przygotowania do Mistrzostw Europy Spartan Race w Edynburgu z Koszyc prezentuję jedynie fotogalerię i wierszowane wspomnienie. 🙂

Spartan Race Koszyce 01 Spartan Race Koszyce 02 Spartan Race Koszyce 03 Spartan Race Koszyce 04 Spartan Race Koszyce 05 Spartan Race Koszyce 06 Spartan Race Koszyce 07 Spartan Race Koszyce 08 Spartan Race Koszyce 09

Zero podbiegów oraz błota i szybkie bieganie było,

tylko zwyciężczyni bez burpees się obyło.

Dużo siłowych przeszkód na ręce,

zawrotne tempo było, że ja Cię kręce.

Kostka brukowa, asfalt, po parku bieganie,

oczywiście przed startem deszczu na trasę polanie.

Burza też była i czołówka czeskich dziewczyn na starcie,

co dwie oszczepem trafiły na farcie.

Uciekły tam sporo gdy reszta robiła karne ćwiczenie,

bo biegłyśmy do tego momentu razem, później za nimi tylko tęskne spojrzenie.

Przenoszenie było worka z piaskiem i z wiadrem rundka dokoła,

każda to jednak pokonać zdoła.

Trudny multiring na końcu dał się we znaki,

płaski bieg i szybki – jak to sprint typowy miejski taki.

Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów 04

Wpis #06 📨 – Weekend ze Szlakiem Wygasłych Wulkanów.

Za mną 4 weekendy z rzędu, gdzie główną atrakcją były Spartany czy Survival Race i nagle wpadła przerwa (rzecz jasna nie była to przerwa od treningów). Dziwnie jest nie startować w weekend, więc 25-26 czerwca musiałam to nadrobić. (Skłamałam teraz – nic nie musiałam, chciałam zdobyć po prostu jeszcze wyższy poziom biegowego szaleństwa). Dwa dni, dwa różne dystanse, jedna biegowa impreza – Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów w Złotoryi. Pełno ludzi, mnóstwo znajomych twarzy – zawody na 5!

Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów 03

Sobotni ekstremalny bieg na 7 km o dość późnej godzinie, bo start dopiero przed 18.00. No to, co miałam zrobić, zjadłam swoją śniadaniową bułę z dżemem na podwieczorek (nie mogłam kusić losu – nie wiem przecież co mi przynosi szczęście na zawodach). I dobrze, że i tym razem nie zmieniłam nic, bo udało się stanąć na najwyższym stopniu podium, ale łatwo nie było… Od rana był upał, duszno, wysoka temperatura. Bardzo lubię się opalać, ale dałam radę smażyć się zaledwie kilkanaście minut. Kiedy wszyscy kibicowali przy dogrywce w meczu Polaków, ja zaczęłam tańczyć w około ogniska, żeby wywołać deszcz (no bo jak inaczej – Agata biega to ma padać!). Na nieszczęście dla wszystkich, moje harce i swawole przyniosły: wyżej wymieniony deszcz, burzę, grad, akurat jak zawodnicy triatlonu ruszali na trasę, by pokonać akwen wodny – przepraszam!

Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów 02

Start mojego biegu rozpoczął Pan Mirosław Kopiński – organizator biegu. Jakby ktoś nie usłyszał, to zaraz rozdźwięczał grzmot, by obudzić spóźnialskich, że czas ruszyć na trasę. Pierwsza przeszkoda woda, pokonanie akwenu, można powiedzieć, że szła w parze z mentalną przeszkodą (trafi mnie piorun czy nie trafi?). Taka pogoda spowodowała jeszcze więcej błota na trasie, więc i więcej zabawy! 😃 Przeszkody zarówno naturalne (rzeki, wodospady, mokradła) jak i zbudowane przez organizatorów. Woda tak mocno leciała na mnie z wodospadu, na który trzeba było się wspiąć, że o mało co strażacy nie musieli wzywać dodatkowych posiłków, by mnie ratować. Moja masa działała tutaj na moją niekorzyść, ale dałam radę pokonać matkę naturę i po lekkim zachłyśnięciu się pobiegłam dalej przemierzać trasę. Na mokradłach pełnych błota i szuwar dobrze wiedziałam, gdzie ukryte są niewidoczne dla oczu (ale dla łydek już tak) konary. Panowie przede mną dosadnie przekleństwami dawali o nich znać osobom z tyłu 😃. Trasa liczyła w sumie ponad 7km i żadna Pani nie pokusiła się dotrzymać mi tego dnia towarzystwa, no ale na szczęście zrobił to Pan Deszcz. Po biegu, przed dekoracją przestało padać, bo przecież ja już skończyłam, więc z deszczem koniec. To przecież oczywiste, zamówiony był tylko na start, bo zawsze musi być…

Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów 01

Oj krótki był czas na regenerację, w niedziele bowiem kolejny bieg i to na dłuższym dystansie 😃. Nim się spostrzegłam to przed 11.00 stałam już na starcie wyścigu. Trasa w dużej części tożsama z tą dnia wcześniejszego, jednak pierwsze kilometry, które przebiegały przez samo centrum miasta Złotoryja, spowodowały, że miałam już ładny zgon i to na początku wyścigu. Nogi nie niosły, zadyszka, pierwszy kilometr w granicach 4 minut. Właśnie w mieście uciekła mi jedna z zawodniczek – Ania Ficner (również reprezentantka służb mundurowych – policjantka). Nie udało mi się jej złapać podczas dalszej części biegu, biegłam swoje, na tyle ile miałam sił. A sił miałam tyle, że wskoczyłam na 2 stopień podium. Weekend więc jak najbardziej udany!

Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów 04

Fajnie, że takie zawody nie tylko przyciągają tłumy uczestników, ale także ich rodziny, kibiców. Niezastąpieni są też wolontariusze na trasie, którzy często samym dobrym słowem lub takim zagrzewającym do walki, dodają zawodnikom więcej mocy, w momentach, kiedy jej najbardziej brakuje. Jeśli boisz się wystartować w biegu tego typu, to przestań się bać. Na trasie zawsze jest pełno osób skorych do pomocy, a w szczególności Panów – do pomocy kobietom! 😃

Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów 05

Mediolan 05

Wpis #05 📨 – Buongiorno! Spartan Race Super w Mediolanie.

Znów mnie wywiało w świat, tym razem na prezentowo-urodzinową wycieczkę do moich ukochanych Włoch. Reebok Spartan Race Milano nie był wpisany w moje startowe plany, no ale jak tu było nie skorzystać z tak idealnej okazji? 😃 2 miejsce cieszy i satysfakcjonuje niezmiernie, kolejna konkurencja rozpoznana, doświadczenie zebrane, no i oczywiście mnóstwo nowych, pozytywnie zakręconych znajomych. Uwielbiam to, że wszyscy startujący są tak pozytywnie nastawieni do życia! (I to na każdym tego typu biegu, obojętnie czy za granicą czy w Polsce). Niewątpliwie bieganie łączy ludzi na całym świecie!

Mediolan 03

Agata startuje w zawodach, to znaczy, że musi padać. Tak było i tym razem. Rano patrzę przez okno i wszędzie chmury, pada deszcz. Norma. Na szczęście tutaj nie wiązało się to z niskimi temperaturami, bo było ponad 20 stopni (Podczas samego startu nie padało już), więc nie zamarzłam. Standardowo przed startem na śniadanko bułka z dżemem truskawkowym. Nie byle jakim, bo słoiczek z domowym dżemorem mocy przebył podróż samolotem, by wylądować w hotelowej restauracji na śniadaniu– dobrych zwyczajów się nie zmienia (może to dzięki niemu znów stanęłam na podium? 😃). Na miejsce rozgrywania biegu miałam jakieś 10 min podróży autem, jakbym się bardzo uparła mogłabym się tam przebiec, no ale jednak wybrałam opcje nr 1. Wszystko rozgrywało się na torze motocrossowym i otaczającym go lesie. Organizatorzy zadbali o dodatkowe, odpowiednie nawodnienie trasy, żeby ilość błota w satysfakcjonującym stopniu wybrudziła zawodników. Zraszacze cały czas pracowały nad tym, żeby na przedostatniej przeszkodzie, czyli długich zasiekach biegnących i pod górę i w dół i pod górę i w dół, było błotniście. Odebrałam pakiet, stanęłam na starcie i poczułam się jak w domu. Po pierwsze, bo uwielbiam tę atmosferę nakręconych na bieganie ludzi, a po drugie, bo wszędzie widziałam znajome twarze. Atmosfera była nieziemska. Start w fali Elite razem z mężczyznami to z jednej strony fajna sprawa (ciekawe widoczki 😃), a z drugiej to ciężka walka. Prawie zostałam stratowana na pierwszej przeszkodzie, czyli rowie z wodą. Jakbym dostatecznie nie uważała na przepychających się Spartan, to pewnie organizatorzy wyłowiliby mnie z niej dopiero koło godziny 20, kiedy zawody się kończyły. Przez pierwsze 9 km sporo biegania i nieliczne przeszkody. Teren lesisty, wszędzie błotko, no ale można było pouciekać trochę rywalkom na samym biegu, więc starałam się jak najszybciej przebierać nogami. Jak widać taką technikę zastosowała też jedna z moich rywalek, bo nie dałam rady utrzymać jej tempa – stąd 2 miejsce.

Mediolan 02

Podczas zwiedzania lasu natchnęłam się na wysokie czy ukośnie ustawione ściany, rowy, sandbagcarry i …. Slackline. Tak, wtedy nadszedł czas na pierwsze 30 burpees. Miałam okazje przynajmniej trochę odpocząć po szybkim biegu, w gruncie rzeczy to lubię je robić. Później czuję, że mam jeszcze więcej mocy! Nie było przeszkody mentalnej, więc nie miałam co powtarzać sobie w głowie podczas biegu, więc trochę się wynudziłam na początku, ale od 9 km zaczęła się zabawa z bardziej ambitnymi przeszkodami. Przenoszenie opony, skakanie po drewnianych balach, walltrawerse. Poźniej dobiegłam w rejon, gdzie cały czas było widać metę, która była na wyciągnięcie ręki, ale w gruncie rzeczy oddalona była o kilka dobrych kilometrów i mnóstwa przeszkód. Całe wzgórze ogrodzone było taśmami, tak by poprowadzić trasę i w górę i w dół. No i tutaj do pokonania miałam rundki m.in. z drewnianą belką czy ciężkim łańcuchem. Mimo, że potrafią wzbudzić w człowieku wiele wątpliwości w to co robi, to ja tam lubię taki podbieg i zbieg z obciążeniem, kiedy bolą mięśnie i trudno złapać oddech – czuję wtedy, że żyję! (Wyprzedzam też wtedy zawsze dużą liczbę facetów – a mówią, że kobiety to słaba płeć 😃). Na którymś z podbiegów jeden z zawodników (który prawie cały bieg przebył tylko w jednym bucie, bo gdzieś w błocie mu się stracił drugi) powiedział „Agata, You are like a machine, like a f****** (pada niecenzuralne słowo) Spartan machine!”. To był bardzo pozytywnie motywujący kopniak i to zdanie zostanie ze mną jeszcze na długo. Później górka – rów z wodą powtórzone z jakieś 5 razy i zasieki z błotkiem. To był czas by wreszcie trochę wybrudzić tą śliczną zieloną startową koszulkę 😃 Już trochę bardziej brudna wspięłam się bez problemu na linę, by zadzwonić dzwonkiem i znów wbiegłam w las na przeszkodę, gdzie przenosiłam kamienną kulę z punktu A do punktu B, zrobiłam szybciutkie 5 burpees i odniosłam ją grzecznie na miejsce.

Mediolan 04

Chwila biegu i siup w rejon wzgórza (meta dalej była daleko, choć było ją widać). Góra, dół, góra, dół (A męczcie się wszyscy – najcięższe dopiero przed Wami). Biegnę i nagle wyrasta sobie Multiring. Na dwóch ostatnich zawodach przyniósł mi kilkanaście burpees’ów, jednak nie tym razem. Jak pajączek pokonałam poprzeczne metalowe rurki, podłużną, znów kilka poprzecznych, chwyty w kształcie spartańskich twarzy i na ziemie. Udało mi się, byłam przeszczęśliwa. W sumie to już wtedy odniosłam swój sukces, bo zawsze najbardziej się tego boję, ale jak widać strach tylko siedzi w głowie. Jak się chce, to się da. Z tego szczęścia zaklęłam sobie (dobrze, że żaden z wolontariuszy nie zrozumiał, nie przystoi przecież dziewczynie mówić brzydkich słów 😃), no i jeden z panów pilnujący poprawności pokonania przeszkody dostał z pięści w brzuch (lekko, bo tak się cieszyłam).

Mediolan 05

Wiadome było to, że gdzieś na trasie czekał rzut oszczepem w słomianego Spartana. Dobiegłam i do tego momentu, trenowałam to, ale na nic mi się to zdało. Nie trafiłam i szybko udałam się na wykonanie mojej ostatniej kary. Pan wolontariusz liczył na głos każde moje powtórzenie, więc było fajnie, motywowało mnie to (szkoda, że karą było tylko 30, a mogłabym i ze 100 burpees’ów zrobić 😃 – żartuję oczywiście, aż taką wariatką nie jestem). Po tym wciągałam na linie jakąś ciężką oponę na szczyt konstrukcji i opuszczałam powoli w dół. Wiedziałam, że już końcóweczka, gdy usłyszałam wcześniej wspomniane zraszacze i zanurzyłam się po szyję w błocie, by pokonać ponad 100 metrowe zasieki. Wtedy już nie było widać żadnego koloru na moim ubraniu, tylko brązowo-czarne barwy. Skok przez ogień i meta! Dobiegłam jako druga z kobiet z ogromnym uśmiechem na twarzy (mam nadzieję, że nie miałam błota na zębach…). W klasyfikacji ogólnej byłam 18.

Mediolan 01

Podsumowując, na ostatnich 4 km biegu było jakieś 18 przeszkód. Łącznie przebiegłam ponad 15 km. Było fajnie, zresztą jak na każdym Spartanie i śmiesznie (Spiker nie potrafił przeczytać mojego nazwiska). Oczywiście znów wielkie zdziwienie wśród ludzi na mecie i organizatorów. Jak to możliwe, że ktoś z Polski stanie na podium? A jednak –  POLAK POTRAFI!

Paryż 02

Wpis #04 📨 – Zimno, mokro i daleko od domu… Moja relacja ze SPARTAN RACE PARIS JABLINES SUPER.

Po morderczych zawodach w  Kouty, moje nogi nie chciały coś wracać do stanu jakiejkolwiek używalności, więc treningi w minionym tygodniu szły mi dość opornie. Musiałam skorzystać i z sauny i z masaży, tak bardzo pozamiatały mną te wszystkie podbiegi z ciężarami w malowniczych Czeskich górach 😃.

Ja i kolejny Spartan tym razem we Francji. Zrobiłam sobie z mamą taki prezent (a przynajmniej tak się śmiałyśmy) na dzień matki i dziecka. Pogoda nie rozpieszczała we Francji nikogo. Deszcz padał tam od wielu dni, poziom Sekwany był dużo wyższy niż normalnie. Zaobserwować było można już w samym centrum Paryża liczne podtopienia i zalania. Temperatura rzadko spotykana w czerwcu, czyli około 12-14 stopni Celsjusza. No ale wystarczy, nie jestem przecież pogodynką, chciałam po prostu napisać o moich wrażeniach z biegu 😃.

Paryż 02

Prognozę pogody od paru dni śledziłam wnikliwie prawie co godzinę, byleby zobaczyć na sobotę jak najwięcej stopni i „chmurkę bez deszczu” na obrazku. W sumie na nic to się zdało bo gdy tylko wyszłam z auta odebrać swój numerek startowy to rozpoczęła się ulewa (tak dla odmiany, jakby dawno nie padało). Oczywiście moja mina przed startem mówiła sama za siebie, gdy stałam już cała zmarznięta i przemoczona jeszcze przed wyścigiem. Tzn. „mówiła” : „Nie podoba mi się. Zimno. Chcę do domu…”. Zawody organizacyjnie jak zawsze na wysokim poziomie, dobrze oznakowane ważne dla zawodników miejsca, strefy do robienia sobie zdjęć na różnych tłach (i dostać można było od razu takie zdjęcie w formie papierowej – fajna atrakcja), stanowiska sklepowe (które zawsze mnie kuszą i zawsze wracam z jakąś „pamiątką” ubraniową J). Start był o 9.00. Podejrzewam, że na wszystkich zawodnikach pierwsza przeszkoda, którą był rów z wodą, nie zrobiła większego wrażenia, bo i tak już wszyscy byliśmy mokrzy. Podczas biegu przyszło mi do zaopiekowania się zarówno pancakes’em z piaskiem, ciężkim łańcuchem jak i drewnianą belą, z którą trzeba było przeprawić się m.in. przez odcinek zbiornika wodnego, gdzie nie zawsze dało się dotykać stopami dna… Kiedy organizatorzy poprowadzili początkowy odcinek trasy przez jezioro, woda była podniesiona o tyle, że ratownicy holowali nieumiejących pływać zawodników na łódkę, bo się topili. W sumie, to ze trzy razy na trasie umiejętność pływania była potrzebna, żeby pokonać wyścig. Z przeszkód, które utkwiły mi w pamięci to wysoka odwrócona skośna ściana, wspinanie się po linie, więcej wysokich ścian, taplanie się w wodzie po pas, bieganie w błocie, przerzucanie opony – jednak nie raz w jedną stronę i raz w drugą, ale trzy razy w jedną i trzy razy w drugą stronę, opony zanurzonej w wodzie– no, to z tych łatwiejszych. A teraz poopowiadam o tych burpeesowychJ. Trenowałam przed Kouty’ami rzut oszczepem, nauczyłam się to robić dobrze technicznie, leciał tam gdzie chciałam z odpowiednią rotacją, ale na wyścigu to zawsze loteria. Oszczep bowiem jest drewniany, lekki i z zakrzywionym metalowym grotem – istna loteria. To jedyna przeszkoda której nigdy mi się nie udało pokonać bez robienia kary. Chyba niedługo zacznie mi się śnić po nocach… Następnie poległam na Slackline, wspominałam jak wygląda ta przeszkoda przy relacji z Wiednia, tym razem się nie udało utrzymać równowagi. Robiłam „padnij-powstań” jeszcze na najdłuższym jaki widziałam MultiRingu. Tyle co złapałam się pierwszej mokrej, metalowej rurki to moje małe łapeczki ześlizgnęły się i spadłam (No burpees no fun). Zresztą śmieszna przeszkoda, bo po biegu (po 4 GODZINNYM oczekiwaniu na dekorację!!!) przyglądałam się jak większość przeważne spadała z tej przeszkody, albo kiedy już była przy końcu, to po prostu nie trafiała w dzwonek. 😃 Na bardzo długo zapadnie mi w pamięci mistrzostwo świata pod względem przeszkód… Wyobraźcie sobie otwartą przestrzeń, łąka, zieleń, mokradła i zasieki… Jakieś 200m zasieków, płot i jeszcze ze 100m. Szłam na czworaka, a wody miałam miejscami po szyje, oczywiście moje włosy co chwila zahaczały o drut kolczasty i psuły mi fryzurę 😀 Pokonywałam tę przeszkodę jak jakaś sierota, inni po prostu kładli się na wodzie i odpychali rękami. Mnóstwo ludzi mnie tam wyprzedziło, bo ja sobie po prostu szłam na czworaka, by jak najmniej ciała mieć zamoczonego w wodzie, bo i tak było mi już potwornie zimno. Naklęłam się tam co nie miara (tak, wstyd mi za to). Dużo czasu tam straciłam, stąd może 2 miejsce, które mimo wszystko jest satysfakcjonujące. Porwać się do innego państwa na bieg, zmierzyć z nową konkurencją i wrócić z miejscem na podium to na pewno mnie cieszy J. No i wygrałam po raz kolejny sama ze sobą i z moim wstrętem do zimna. Przybiegłam szczęśliwa (i sina) na metę, dostałam swój medal i monetę od organizatora upoważniającą do startu w Mistrzostwach Świata w Spartan Race 😃. Kolejna rzecz, która rozbawiła mnie po biegu to, że organizatorzy ze 3 razy dopytywali się skąd jestem. Nie mogli uwierzyć, że z Polski 😃.

Paryż 01

Na dekorację musiałam długo czekać, ale wszystko było z wielką „pompą”. Nagrody jak to na Spartanach (buty i koszulka od Reebok’a) plus bonus od sklepu z odżywkami (batoniki mocy – czekoladowe J). Aaa… przypomniało mi się coś. Jeśli chcecie, by nawet w obcym kraju, gdzie nikt Was nie zna, mieć tłumy kibiców, to miejcie koszulkę z własnym imieniem. Na trasie ciągle słyszałam „ ….. (nie znane mi francuskie słowa) AGATA!!!” – to naprawdę dawało power’u 💪.

Wróciłam z tarczą do Polski. Trenuję dalej, bo kolejne zawody za pasem – w sumie już w sobotę i to jakie… Może nie Mistrzostwa Europy OCR, ale w cudownym, malowniczym i magicznym kraju – w którym jestem od dawna zakochana. Trzymajcie kciuki! Ciao 😃.

Paryż 03

P.S. Jeszcze jedno, przeszkoda do zapamiętania, czyli „Memory Test”. Okropna…. Wyobraźcie sobie, że trzeba było zapamiętać francuskie słowo (nie mówię w tym języku, więc to był wyczyn) oraz 7 cyfr (ale pamiętam swoje do teraz 319 5877) 💪.