Mediolan 05

Wpis #05 📨 – Buongiorno! Spartan Race Super w Mediolanie.

Znów mnie wywiało w świat, tym razem na prezentowo-urodzinową wycieczkę do moich ukochanych Włoch. Reebok Spartan Race Milano nie był wpisany w moje startowe plany, no ale jak tu było nie skorzystać z tak idealnej okazji? 😃 2 miejsce cieszy i satysfakcjonuje niezmiernie, kolejna konkurencja rozpoznana, doświadczenie zebrane, no i oczywiście mnóstwo nowych, pozytywnie zakręconych znajomych. Uwielbiam to, że wszyscy startujący są tak pozytywnie nastawieni do życia! (I to na każdym tego typu biegu, obojętnie czy za granicą czy w Polsce). Niewątpliwie bieganie łączy ludzi na całym świecie!

Mediolan 03

Agata startuje w zawodach, to znaczy, że musi padać. Tak było i tym razem. Rano patrzę przez okno i wszędzie chmury, pada deszcz. Norma. Na szczęście tutaj nie wiązało się to z niskimi temperaturami, bo było ponad 20 stopni (Podczas samego startu nie padało już), więc nie zamarzłam. Standardowo przed startem na śniadanko bułka z dżemem truskawkowym. Nie byle jakim, bo słoiczek z domowym dżemorem mocy przebył podróż samolotem, by wylądować w hotelowej restauracji na śniadaniu– dobrych zwyczajów się nie zmienia (może to dzięki niemu znów stanęłam na podium? 😃). Na miejsce rozgrywania biegu miałam jakieś 10 min podróży autem, jakbym się bardzo uparła mogłabym się tam przebiec, no ale jednak wybrałam opcje nr 1. Wszystko rozgrywało się na torze motocrossowym i otaczającym go lesie. Organizatorzy zadbali o dodatkowe, odpowiednie nawodnienie trasy, żeby ilość błota w satysfakcjonującym stopniu wybrudziła zawodników. Zraszacze cały czas pracowały nad tym, żeby na przedostatniej przeszkodzie, czyli długich zasiekach biegnących i pod górę i w dół i pod górę i w dół, było błotniście. Odebrałam pakiet, stanęłam na starcie i poczułam się jak w domu. Po pierwsze, bo uwielbiam tę atmosferę nakręconych na bieganie ludzi, a po drugie, bo wszędzie widziałam znajome twarze. Atmosfera była nieziemska. Start w fali Elite razem z mężczyznami to z jednej strony fajna sprawa (ciekawe widoczki 😃), a z drugiej to ciężka walka. Prawie zostałam stratowana na pierwszej przeszkodzie, czyli rowie z wodą. Jakbym dostatecznie nie uważała na przepychających się Spartan, to pewnie organizatorzy wyłowiliby mnie z niej dopiero koło godziny 20, kiedy zawody się kończyły. Przez pierwsze 9 km sporo biegania i nieliczne przeszkody. Teren lesisty, wszędzie błotko, no ale można było pouciekać trochę rywalkom na samym biegu, więc starałam się jak najszybciej przebierać nogami. Jak widać taką technikę zastosowała też jedna z moich rywalek, bo nie dałam rady utrzymać jej tempa – stąd 2 miejsce.

Mediolan 02

Podczas zwiedzania lasu natchnęłam się na wysokie czy ukośnie ustawione ściany, rowy, sandbagcarry i …. Slackline. Tak, wtedy nadszedł czas na pierwsze 30 burpees. Miałam okazje przynajmniej trochę odpocząć po szybkim biegu, w gruncie rzeczy to lubię je robić. Później czuję, że mam jeszcze więcej mocy! Nie było przeszkody mentalnej, więc nie miałam co powtarzać sobie w głowie podczas biegu, więc trochę się wynudziłam na początku, ale od 9 km zaczęła się zabawa z bardziej ambitnymi przeszkodami. Przenoszenie opony, skakanie po drewnianych balach, walltrawerse. Poźniej dobiegłam w rejon, gdzie cały czas było widać metę, która była na wyciągnięcie ręki, ale w gruncie rzeczy oddalona była o kilka dobrych kilometrów i mnóstwa przeszkód. Całe wzgórze ogrodzone było taśmami, tak by poprowadzić trasę i w górę i w dół. No i tutaj do pokonania miałam rundki m.in. z drewnianą belką czy ciężkim łańcuchem. Mimo, że potrafią wzbudzić w człowieku wiele wątpliwości w to co robi, to ja tam lubię taki podbieg i zbieg z obciążeniem, kiedy bolą mięśnie i trudno złapać oddech – czuję wtedy, że żyję! (Wyprzedzam też wtedy zawsze dużą liczbę facetów – a mówią, że kobiety to słaba płeć 😃). Na którymś z podbiegów jeden z zawodników (który prawie cały bieg przebył tylko w jednym bucie, bo gdzieś w błocie mu się stracił drugi) powiedział „Agata, You are like a machine, like a f****** (pada niecenzuralne słowo) Spartan machine!”. To był bardzo pozytywnie motywujący kopniak i to zdanie zostanie ze mną jeszcze na długo. Później górka – rów z wodą powtórzone z jakieś 5 razy i zasieki z błotkiem. To był czas by wreszcie trochę wybrudzić tą śliczną zieloną startową koszulkę 😃 Już trochę bardziej brudna wspięłam się bez problemu na linę, by zadzwonić dzwonkiem i znów wbiegłam w las na przeszkodę, gdzie przenosiłam kamienną kulę z punktu A do punktu B, zrobiłam szybciutkie 5 burpees i odniosłam ją grzecznie na miejsce.

Mediolan 04

Chwila biegu i siup w rejon wzgórza (meta dalej była daleko, choć było ją widać). Góra, dół, góra, dół (A męczcie się wszyscy – najcięższe dopiero przed Wami). Biegnę i nagle wyrasta sobie Multiring. Na dwóch ostatnich zawodach przyniósł mi kilkanaście burpees’ów, jednak nie tym razem. Jak pajączek pokonałam poprzeczne metalowe rurki, podłużną, znów kilka poprzecznych, chwyty w kształcie spartańskich twarzy i na ziemie. Udało mi się, byłam przeszczęśliwa. W sumie to już wtedy odniosłam swój sukces, bo zawsze najbardziej się tego boję, ale jak widać strach tylko siedzi w głowie. Jak się chce, to się da. Z tego szczęścia zaklęłam sobie (dobrze, że żaden z wolontariuszy nie zrozumiał, nie przystoi przecież dziewczynie mówić brzydkich słów 😃), no i jeden z panów pilnujący poprawności pokonania przeszkody dostał z pięści w brzuch (lekko, bo tak się cieszyłam).

Mediolan 05

Wiadome było to, że gdzieś na trasie czekał rzut oszczepem w słomianego Spartana. Dobiegłam i do tego momentu, trenowałam to, ale na nic mi się to zdało. Nie trafiłam i szybko udałam się na wykonanie mojej ostatniej kary. Pan wolontariusz liczył na głos każde moje powtórzenie, więc było fajnie, motywowało mnie to (szkoda, że karą było tylko 30, a mogłabym i ze 100 burpees’ów zrobić 😃 – żartuję oczywiście, aż taką wariatką nie jestem). Po tym wciągałam na linie jakąś ciężką oponę na szczyt konstrukcji i opuszczałam powoli w dół. Wiedziałam, że już końcóweczka, gdy usłyszałam wcześniej wspomniane zraszacze i zanurzyłam się po szyję w błocie, by pokonać ponad 100 metrowe zasieki. Wtedy już nie było widać żadnego koloru na moim ubraniu, tylko brązowo-czarne barwy. Skok przez ogień i meta! Dobiegłam jako druga z kobiet z ogromnym uśmiechem na twarzy (mam nadzieję, że nie miałam błota na zębach…). W klasyfikacji ogólnej byłam 18.

Mediolan 01

Podsumowując, na ostatnich 4 km biegu było jakieś 18 przeszkód. Łącznie przebiegłam ponad 15 km. Było fajnie, zresztą jak na każdym Spartanie i śmiesznie (Spiker nie potrafił przeczytać mojego nazwiska). Oczywiście znów wielkie zdziwienie wśród ludzi na mecie i organizatorów. Jak to możliwe, że ktoś z Polski stanie na podium? A jednak –  POLAK POTRAFI!

Wstecz