Spartan Race Edynburg 01

Wpis #08 📨 – Mistrzostwa Europy Spartan Race – Edynburg.

Wiele wyrzeczeń, godziny ciężkich treningów, litry wylanego potu, tony odmówionej sobie czekolady, a wszystko po to, by wypaść jak najlepiej w Mistrzostwach Europy Spartan Race w Edynburgu.

Spartan Race Edynburg 02

Niestety, nie udało mi się osiągnąć tego co chciałam, jednak nie przez brak formy, a przez moją największą słabość – „uczulenie” na zimno.

Pokonałam ponad 20 km trasę, najeżoną ponad 40 przeszkodami, przebiegającą w towarzystwie niesamowitych widoków, przez wymagające pagórki, owcze pastwiska i zbiorniki wodne…

Zebrałam cenne doświadczenie, poznałam swoje słabości, wiem co należy poprawić. Może zabrakło umiejętności, szczęścia, albo może wciąż za dużo we mnie ułańskiej fantazji J

Spartan Race Edynburg 03

Bieg odbywał się w niedzielę, ale na miejsce startu z Małgosią i Rafałem przyjechaliśmy w sobotę. Arena rozgrywania zawodów robiła wrażenie, a uczestników witała jedna z przeszkód na której umieszczone były flagi wszystkich występujących narodowości i wielki szyld z napisem „WELCOME”. Widoki zapierały dech w piersiach, a wszystko kojarzyło mi się z „Hobbitem”. Małe domki, pastwiska na wzniesieniach, niesamowicie urokliwe miejsce. Jeszcze raz napiszę, a w sumie mogę powtarzać to w kółko do znudzenia, KOCHAM atmosferę Spartan’ów! Wszędzie znajome twarze, witające mnie z uśmiechem. Znasz tych ludzi tylko z jednych czy z paru zawodów, a to jacy są uprzejmi i przyjaźni, przechodzi ludzkie wyobrażenie! Buziaki na dzień dobry, rozmowy czy to z Węgrami, Francuzami, Słowakami, Niemcami czy Czechami i człowiek czuje się jak w domu. Sobota upłynęła bardzo szybko i trzeba było iść spać – bieg bowiem rozpoczynał się w niedzielę o 7:30 lokalnego czasu.

Spartan Race Edynburg 04

Wstałam i dwie godziny przed startem zjadłam obowiązkowo śniadanko – bułka z dżemem truskawkowym. Ubrałam się w startowe ciuchy i ruszyliśmy autem w 20 minutową podróż na arenę „Spartan Race European Championships”. Swoją drogą podróż samochodem za każdym razem była dla nas niezłym wyzwaniem (kto to widział jeździć na rondzie pod prąd…). Odebrałam swój pakiet startowy, rozgrzewka i kierunek linia startowa. W pierwszym rzędzie z uśmiechem na twarzy stałam u boku niesamowitych biegaczek, koleżanek, rywalek. Wyprowadzili nas na trasę dwaj Szkoci grający na dudach i zaczęło się…

Spartan Race Edynburg 05

Trasa od początku biegła to pod górę to w dół. W głowie rodziła mi się tylko jedna myśl, by nie zgubić czołówki i „siedzieć” najlepszym na plecach (No, niektórych zawodniczek to już tylko plecy widziałam…). Co jakiś czas na trasie były płotki, aby pokonać ogrodzenia między pastwiskami owiec. Śmiesznie było biec i dodatkowo musieć omijać owcze bobki. Organizatorzy zadbali oto, by nie tylko nogi uczestników dostały w kość, ale także i ręce. Nosić trzeba było na różnych częściach trasy m.in. drewniane belki (ze dwa razy nawet), (cholernie!) ciężkie wiadro, które trzeba było samemu wypełnić kamyczkami do określonej wysokości i przejść z nim niezłą rundkę przez wzniesienia i zagajniki (jeśli ktoś ukończył pętlę i miał kamyczków w wiadrze poniżej określonej wysokości zobowiązany był do wykonania jeszcze jednego kółka – a już jedno było zabójcze!), do przenoszenia były jeszcze dwie drewniane bele, które trzymało się za sznurki i wykonywało „spacer farmera” pod górę, zasieki i w dół. Niektóre ciężary, kobiety miały tożsame do mężczyzn. Pogoda perfekcyjna nie była. Było zimno, wiał wiatr na nieosłoniętych niczym częściach trasy i padał deszcz. Przeszkody były mokre, więc poległam m.in. na multiringu, monkey bar’ze. Zresztą burpees robiłam jeszcze kilka razy i skończyłam wyścig z piękną sumą 150 burpees na koncie (Jeden z węgierskich znajomych mianował mnie po biegu  „Burpees Princess” J ). Kiedy przyszło mi biec po wzgórzach w tak niesprzyjającej aurze, przemarzłam na śmierć. Marzyłam tylko o ciepłym ubraniu, albo o najbliżej napotkanej karetce, którą mogłabym wrócić na miejsce startu. Miałam mózg i logiczne myślenie zaćmione przemarznięciem. Kiedy byłam na szczycie jednego ze wzgórz, (po moich już 60 karnych, ukochanych burpees) ujrzałam zbiornik wodny… Dobiegłam i spełniły się moje najgorsze sny – pływanie w zimnej wodzie, kiedy już zamarznięta byłam przed tym. Stałam jak słup w wodzie po kolana i nie chciałam wykonać kolejnych kroków do przodu (było mi tak niemiłosiernie zimno – blokada życia…). Straciłam mnóstwo czasu, rywalki, które były  przede mną – uciekły mi, te za mną – dogoniły, a ja – stałam dalej… Zbawieniem okazał się wolontariusz. Wskoczył z drugiego brzegu do wody, podpłynął do mnie, zmotywował do walki i przy moim boku, pokonał ze mną tę przeszkodę! Po wyjściu dał mi swoją kurtkę, bym czasem nie chciała zejść z trasy (a chyba milion razy właśnie to chciałam zrobić). Po tym od razu rzut oszczepem, odległość do słomianego spartana była tak śmiesznie bliska, ale przemarznięta nie trafiłam… (kolejne 30 burpees kłania się). Następnie znów napływ złych emocji, złości i rozpaczy – kolejny raz woda. Straciłam w tym rejonie z 20 min, właściwie stojąc i nie robiąc nic. Udało mi się na szczęście (po długim czasie) podołać tej części trasy i ruszyłam dalej. Kiedy jest się wyziębionym i bezsilnym kilometry wyświetlane na Garminie upływają tak wolno… Resztę wyścigu pokonywałam w towarzystwie Gosi, która mnie dogoniła. No w sumie to tylko do pewnego momentu biegłyśmy razem, bo znów załapałam potknięcie na śliskiej równoważni i już w sumie z uśmiechem na twarzy podążyłam do kącika kar. Ostatnie trzy przeszkody przeszłam jak burza (może dlatego, że chciałam tak bardzo przeskoczyć przez ogień, dostać medal i przebrać się w coś ciepłego). Na koniec było wspięcie się na linę, później ścianka wspinaczkowa, którą trzeba było obejść i kilka wysokich do pokonania ścian. Przeskoczyłam upragniony ogień i zdobyłam swój ostatni medal do Spartańskiej Trifecty.

Spartan Race Edynburg 06

Bieg ukończyłam i śmiało mogę powiedzieć, że wygrałam tym sama ze sobą. Pokonałam swoją niemoc i jestem z tego dumna. Czas mogłam mieć dużo lepszy. Mimo tych 150 burpees zajęłam 17 miejsce, nie tego oczekiwałam, ale jak dobiegłam do mety, to ucieszyło mnie właśnie samo ukończenie wyścigu. Wielkie gratulacje dla najlepszych w Europie! Organizacja zawodów na 6! Na każdym kroku czuć było ogromny profesjonalizm. Dużo punktów z wodą na trasie i niezliczoną ilością żelów energetycznych dla zawodników.

Spartan Race Edynburg 01

Nie zwalniam tempa, nie kończę sezonu. Wiem, że jakiś poziom formy mam, ciężko pracowałam i będę pracowała dalej. Przyłożę się do tych rzeczy, które u mnie „leżą” i zobaczymy jak to będzie dalej.

Przede mną biegowy weekend. W sobotę startuję w Runmageddon’ie we Wrocławiu i w ten sam dzień jadę do Warszawy na samolot. Obieram kierunek Barcelona, wsiadam tam w autko i udaję się na Spartan Race Super w ANDORZE! Startuję w niedzielę o godzinie 10.00. Niesamowite miejsce rozgrywania zawodów, bo Pireneje i ponad 2100 m n.p.m. Trzymajcie kciuki! (Ponoć ma być dobra pogoda J ).

Dziękuję bardzo moim JEDYNYM (Najukochańszym <3) sponsorom – moim rodzicom ! Wspomogli mnie finansowo i przyczynili się do spełnienia marzenia – występu na MISTRZOSTWACH EUROPY! Nie jest to bowiem tanie hobby. Koszty transportu czy zakwaterowania to nie są małe pieniądze, ale póki mam oszczędności będę jeździła i spełniała marzenia!

Dziękuję również SPARTAN RACE POLAND za zapewnienie startu w tych zawodach oraz za piękne koszulki, w których mogliśmy reprezentować nasz kraj na międzynarodowej arenie.

Wstecz