Spartan Race Andora 05

Wpis #09 📨 Rozbiegany Weekend od Wrocławia do Andory.

Czy można w jeden weekend wystartować na dwóch różnych zawodach, w różnych krajach i na dodatek dwa razy stanąć na podium? – Można! J Napiszę, specjalnie dla Was, kilka słów na temat sobotniego Runmageddon’u we Wrocławiu i niedzielnego Spartan Race Super w Andorze!

W Runmageddon’ie miałam nie startować, bo wcześniej zorganizowałam sobie wakacje, wykupiłam loty i zapisałam się na Spartan Race Super w Andorze. Jednak wygrałam w konkursie Zabiegani.TV 2 vouchery na Rekruta we Wrocławiu (konkurs polegał na odpowiedzeniu na pytanie w stylu: „Jeśli wygrałbyś 2 vouchery to kogo zabrałabyś ze sobą na bieg?”) i zabrałam mamę. Debiutantka w tego typu biegach, tato, wujek, kuzyn i jeszcze kilka zakręconych osób pod nazwą „crazy family” również stanęło na starcie biegu o godzinie 10.00 (niektórzy również zjedli takie samo śniadanie – rytuał – jak u mnie, więc musiała być moc). Ja poleciałam w Elicie godzinę wcześniej. Start biegu na torze konnym w gorącym Wrocławiu i od razu po przyjeździe na miejsce, pierwsze miłe zaskoczenie. Najbogatszy pakiet startowy jaki widziałam na zawodach! Szacuneczek dla Organizatorów! 🙂

Runmageddon Wrocław

Już na linię startową trzeba było ze sobą zabrać „przyjaciela” – worek wypełniony piaskiem. Stanęłam tuż za Grześkiem w boxie i ruszyły konie (Akurat nie po betonie, tylko po piasku J). Rundka z workiem, kilka skoków przez snopki i rozpoczął się niezły rajd w dżungli (no dobra, cross po pagórkach wśród zarośli). Do przeniesienia oponki, do pokonania płoty. Bieg w niezwykle szybkim tempie już od początku, więc złapałam małą zadyszkę i już na początku jedna z dziewczyn przemknęła mi obok ramienia i tyle ją widziałam do końca biegu. Tę część trasy biegłam jako trzecia dziewczyna. Po niemałym dystansie, w wyżej wymienionej scenerii, trafiłam na główną arenę toru wyścigów konnych. Tam czekały na mnie wysokie płoty, ścianki postawione bokiem, rowy z wodą, opony do pokonania, no nie dało się nudzić. Straciłam w tym momencie 3 pozycję na rzecz Gosi i biegłam na 4 miejscu. Widziałam cały czas dziewczyny i miałam nadzieję, że jeszcze zdołam wskoczyć na podium. Następnie kilka nowości czekało na trasie, najpierw quiz z pytaniami, później rzut podkową i przeszkoda, która skradła moje serce! Indiana Jones – skok z liny do wody – coś niesamowitego! (Może jakby było zimno, to ta przeszkoda zyskałaby miano najgorszej na świecie, jednak przy tak cudnej pogodzie, była cudownym przeżyciem!). Pokonałam rurę strażacką ze zwisającymi sznurkami i walczyłam od tego momentu o miejsce na podium (tylko które?). Kontener z wodą (i lodem – znów chwała za tę gorącą pogodę), zasieki, ogień, żywa przeszkoda i meta! Udało mi się stanąć na 2 stopniu podium. Dzięki wielkie wszystkim panom którzy pomogli przy pokonywaniu tych niesamowicie wysokich płotów. Podpisuje się pod tym, że na Runmageddon’ie nie można się nudzić. Mnóstwo przeszkód, mało biegu, ekstra atmosfera no i fajne nagrody 🙂

Spartan Race Andora 02

Kiedy moja ekipa z fali o godzinie 10 dotarła brudna, zmęczona i szczęśliwa na metę zebraliśmy się w podróż powrotną do domu, bo kilka godzin później miałam lot z Warszawy do Barcelony. Do małego górskiego kraju, który skradł mi serce – Andory, dotarłam koło 4.00 w nocy, małe spanie i o 10.00 start :).

Spartan Race Andora 03

Spartan Race Super w Andorze był chyba najpiękniejszym Spartanem w jakim przyszło mi brać udział. Strefa zawodów otoczona była wysokimi Pirenejskimi górskimi szczytami. Ski Station Grandvalira znajduje się 2120 metrów n.p.m.! (Więc zdecydowanie były to zawody na wysokim poziomie :).

Spartan Race Andora 08

Na starcie Elity zarówno kobiety jak i mężczyźni i od razu na dzień dobry dostałam kilometrowy (niemały) podbieg (stokiem narciarskim) oraz przeszkodę, gdzie musiałam wykonać rundę góra – dół z ciężarem – „pankejkiem”. Następnie znów po podbiegu kilka ścianek, a po zbiegu usypane górki i doły z błotem i tyle nas kibice widzieli… Mordercze stoki narciarskie dawały w kość (znaczy się paliły mięśnie z każdym kolejnym krokiem). Nawet nie zdążyłam się ani przez chwilę zastanowić, kiedy będzie kolejna przeszkoda, bo było ich całkiem sporo. Bieganie po kamieniach i w strumieniu z drewnianą belą na plecach, zbiegi po kamienistym terenie, brodzenie w wodzie było naprawdę dla mnie świetną zabawą. Mijałam w sumie tylko facetów, bo już na pierwszym podbiegu zgubiłam rywalki i nie mogę zaprzeczyć, że mi się to podobało. Zbiegłam w okolice strefy rozpoczęcia zawodów i załapałam się tam na 30 burpees (znów pokonana przez oszczep), po tym przyszedł czas na kolejny morderczy podbieg, ścianki i przeszkodę mentalną (Do zapamiętania było słowo oraz 7 cyfr – GOLF 615 4635) i dalej podbieg… Kolejny raz obok strefy festiwalowej zameldowałam się na przeszkodzie kolejno zawieszonych po sobie lin, które należało pokonać bez dotykania ziemi i uderzyć w dzwonek. Ha! Nie było burpees, bo ładnie jak małpka przeszłam wszystkie 5 lin i zadzwoniłam. Po kilku metrach biegu trzeba było wejść na linę i znów dać o tym znać dzwonkiem oraz wciągnąć ciężar do góry. Po takiej kompilacji przeszkód następujących po sobie ścianka wspinaczkowa do obejścia i znów kierunek górskie szczyty, co by nogi nie zdążyły czasem odpocząć. Załapałam się na karę jeszcze na równoważni i multiring’u. Widoki były nieziemskie i przyznam się, że raz czy dwa specjalnie się zatrzymałam, żeby pooglądać świat dookoła J. Następnie spora część trasy górskim strumieniem wśród kamieni i drzew oraz najbardziej stromy podbieg (oczywiście w jego połowie, kiedy myślałam o tym, by po prostu usiąść już sobie i odpocząć) i weryfikacji zapamiętanej sekwencji z przeszkody mentalnej. Na dobicie jeszcze raz rundka z podbiegami z „pankejkiem”, później kilka ścianek i wreszcie w dół. Byłam szczęśliwa, bo okazało się, że już w kierunku mety (a kolejnych zawodniczek za mną nie widziałam – kamień z serca!). Myślałam, że będzie to pierwszy bieg, kiedy czysta pokonam linię kończącą wyścig, jednak nie mogło być o tym mowy. Gleba i jakieś 100m zasieków w błotku, następnie wysoki płot i przeszkoda z ogniem. Metę pokonałam jako pierwsza kobieta i na drugą dziewczynę czekałam aż 17 minut! Ogółem w klasyfikacji z mężczyznami byłam 17, więc mogę uznać to za swój wielki sukces.

Spartan Race Andora 05

Po nieudanych Mistrzostwach Europy taki weekend podbudował mnie ogromnie!

Spartan Race Andora 01

Wstecz