runmageddon-classic-myslenice-01

Wpis #11 📨 Runmageddon Classic wreszcie zdobyty!

Za drugim podejściem udało mi się ukończyć bieg w tej formule i od razu wleciałam na drugi stopień podium J. Ponad 14km, woda, błoto, zasieki, podbiegi, „ta jedyna”, ja, pokemony i … i właśnie nic więcej, bo skończyłam wyścig z piękną liczbą 0 burpees na koncie.
Nie powiem, ale do tego biegu przygotowywałam się bardzo sumiennie, tzn. codziennie sprawdzałam prognozę pogody, jaka będzie w dniu wyścigu. W zasadzie nie wiem, co miałoby to zmienić, bo pobiegłabym i tak. No, ale trafiła się akurat optymalna temperatura do biegania, zamaczania w rzece i brodzenia w błotku. Miałam okazje wypróbować nowe biegowe ubrania z Reebok’a, które spisały się na medal! Największemu zmarzluchowi świata wreszcie nie było zimno! (I wcale nie byłam poubierana w siedemnaście warstw ubrania).

runmageddon-classic-myslenice-01

Stanęłam na starcie i od razu dostaliśmy wszyscy przepiękny prezent w postaci drewnianej belki, z którą należało pokonać rundkę i odłożyć na miejsce. Zanim jednak wyścig się rozpoczął organizatorzy wprowadzili wszystkich w magiczną jak dla mnie atmosferę, którą oddają idealnie zdjęcia z linii startu. Wszędzie gęste połacie dymu i starter, który bieg rozpoczął od strzału ze strzelby, by wypuścić wszystkie „konie po betonie” na trasę (w zasadzie betonu nie było i koni też nie, choć kilka „Koniuchów” na starcie się znalazło).

runmageddon-classic-myslenice-02

Pierwsza część biegu była dość wąska, tam też znacznie uciekła mi Gosia i była pierwszą dziewczyną przemierzającą trasę, ja biegłam cały czas na drugim miejscu, czując jednak na plecach oddech dwóch kolejnych dziewczyn. Niezłą zadyszkę udało mi się załapać już w początkowej części trasy, na torze motocrossowym gdzie, co kilka metrów były do pokonania wymagające przeszkody m.in. szpule, wysoka rampa, góreczki. W zasadzie to mało pamiętam z tej części wyścigu, bo wciąż myślałam, „kiedy będzie wreszcie ta jedyna?” ( TA JEDYNA – lina rozwieszona przez całą długość rzeki Raby, którą należało pokonać bez wpadnięcia do wody). Nie wiedziałam w sumie jak mam ją przejść, nie chodziło wcale o to,że bałam się wpaść do wody czy robić burpees. Chciałam po prostu pokazać sama sobie, że jestem mocna i że dam radę i dałam! Choć ręce, a najbardziej przedramiona, piekły z bólu niemiłosiernie na ostatnich metrach, to pokonałam bezbłędnie, niewątpliwie najtrudniejszą przeszkodę na trasie (choć czytałam jak inni potrafili narzekać np. na pokemony…). Szczerze powiem, że przeszkody na trasie były co rusz, nie dało się nudzić, ponarzekać czy porozmyślać nad swoim życiem, bo co chwila coś wyłaniało się zza horyzontu do przejścia, przeniesienia czy wspięcia się. Drugą część trasy – część górską rozpoczął mały podbieg, by zaraz ześlizgnąć się w dół do bajorka. Wpadła we mnie na samym końcu zawodniczka, chwilę pomarudziłam i ruszyłam dalej na jeden wielki podbieg na szczyt. Cały czas widziałam za plecami dziewczyny biegnące na 3 i 4 miejscu. Miałam motywację.

runmageddon-classic-myslenice-04

Po kilku kolejnych przeszkodach i kilku męczących metrach dotarłyśmy na szczyt. Konkurentki były chwilę za mną, więc pierwsza ruszyłam na rundę z obciążeniem, by natrafić na wolontariuszy z magicznymi tabliczkami (dzień wcześniej uczyłam się słów po śląsku, by bezbłędnie pokonać tę przeszkodę, nauczona doświadczeniami z majowego Runmageddon’u w Myślenicach), a tu na tabliczkach obrazki pokemonów – moja miłość z dzieciństwa! Zgadłam i pobiegłam uradowana w dół, a inni biegali karną rundę (a wystarczyło kilka lat temu usiąść przed tv i razem wyruszyć na podbój kreskówkowego świata stworków). Następnie trasa szybciutko poprowadziła mnie w rejon płaski, zbiegi odbywały się przeważnie górskim strumieniem idącym w parze ze śliskimi kamieniami i wodą.

runmageddon-classic-myslenice-03

Na dole jeszcze przed wbiegnięciem w rejon mety, organizatorzy zapewnili nie lada atrakcje. M.in. wspięcie się po drewnianej belce po sznurkach (udało się wręcz śpiewająco), kontener z lodem (udało się, choć z małym tylko grymasem na twarzy) i nagle przyszło mi strzelać do celu z paintball’owego pistoletu. Ku zaskoczeniu Pana wolontariusza trafiłam za pierwszym razem i udało mi się dogonić prowadzącą zawodniczkę. Zdziwiłam się bardzo, kiedy „dorwałam” ją na zasiekach umiejscowionych w wodzie. Niestety później przez moje głupawe błędy uciekła mi znów i zajęłam drugą lokatę. (Jak sierota pokonałam przedostatnią sztuczną przeszkodę „Indiana Jones” czyli skok z liny do wody).

runmageddon-classic-myslenice-05

Satysfakcji i radości na mecie było u mnie jednak co nie miara. Nie zmarzłam, moje nowe ubrania się sprawdziły super, zdobyłam nowe blizny do kolekcji, dostałam wreszcie medal za ukończenie Classica, mój support (Wujek Jarek i Kuzyn Wojtek – pozdrawiam gorąco) zrobili mi dużo fajnych zdjęć.

runmageddon-classic-myslenice-06

Mogłabym zakończyć sezon, odpocząć, przestać tak dużo i ciężko trenować… ale po co?

Kocham to co robię, nie wyobrażam sobie bez tego życia, no i jeszcze wiele świetnych biegów przede mną!

Wstecz